Błękitna Strefa

Logowanie do Błękitnej Strefy:
  
login

hasło

Wynagrodzenia inżynierów

Inżynier Wydziału Produkcyjnego
6 500 zł
Inżynier ds. Wsparcia Technicznego
6 000 zł
Inżynier Integrator
2 600 zł
nr 85/2005
Gazeta Studencka

Techniczny poślizg

Polskie uczelnie techniczne od zachodnioeuropejskich czy amerykańskich dzieli przepaść. Bez finansowego wsparcia zmniejszenie dystansu nie wchodzi w grę.

Od wielu lat mówi się o tym, że kluczem do rozwoju gospodarczego naszego kraju jest unowocześnienie przemysłu. Kłopot w tym, że wciąż brakuje chętnych do inwestowania. Zagraniczne koncerny obawiają się niejasnych przepisów oraz ciągle wzrastających kosztów pracy. Z kolei rodzimi producenci nie mają pieniędzy na rozwój. Główny atut Polski w konkurencji z innymi członkami Unii Europejskiej – tania siła robocza – powoli przestaje być aktualny. Inwestorzy coraz chętniej wybierają Czechy, Słowację czy Ukrainę. Tracą na tym wszyscy, a w szczególności polskie uczelnie techniczne, które każdego roku kształcą ponad 60 tysięcy studentów. Nowe zakłady to nie tylko kolejne miejsca pracy, ale przede wszystkim źródła zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

Porażki i sukcesy

Sytuacja w szkołach wyższych, które kształcą przyszłych informatyków, elektroników czy inżynierów budownictwa, nie napawa optymizmem. Uczelnie są niedoinwestowane, brakuje dobrze wyposażonych sal wykładowych czy komputerów do pracy. Studenci narzekają na brak dostępu do nowoczesnych technologii, które umożliwiają szybsze i dokładniejsze badania. – Świat idzie naprzód, a ja mam wrażenie, że cały czas stoimy w miejscu – denerwuje się Rafał Sawicki, student Politechniki Białostockiej. Władze uczelni zdają sobie sprawę z sytuacji, ale niewiele mogą zrobić bez pomocy państwa. – Stajemy na głowie, żeby to wszystko poskładać, ale nie jest łatwo dogonić Europę Zachodnią w zagadnieniach technicznych, które ulegają ciągłym modyfikacjom – przyznaje jeden z pracowników Politechniki Lubelskiej. Na drodze rozwoju polskich uczelni stoi brak pieniędzy. Ciągłe cięcia w bud¬żetach szkół technicznych hamują wiele inicjatyw. Mimo to nie można powiedzieć, że na uczelniach nic się nie dzieje. Cały czas trwają prace nad wieloma zaawansowanymi projektami, które są doceniane na całym świecie. Trzy miesiące temu na Międzynarodowych Targach Wynalazków w Seulu dwa złote medale zdobyli naukowcy z Politechniki Łódzkiej. Na blisko 1000 zaprezentowanych wynalazków 11 pochodziło z Polski. – To świadectwo tego, że rodzima myśl techniczna mimo licznych przeciwności rozwija się – mówi Waldemar Robaczewski, inżynier automatyk.

Nie ma jak zagranica

Wykładowcy oraz studenci zgodnym chórem przyznają, że na sukces trzeba ciężko pracować. Niestety, często okazuje się, że dobre chęci nie wystarczą. Bariera techniczna ogranicza badania do pewnego etapu. – Zdarzają się momenty, w których dalej już nie można realizować zadania, bo brakuje specjalistycznych urządzeń i funduszy – tłumaczy Marek Różański, student Politechniki Warszawskiej. – Mamy określoną wiedzę, ale nie możemy jej wykorzystać w praktyce – dodaje. W takich momentach z pomocą przychodzą uczelnie z innych krajów. Pracujący tam naukowcy dysponują dużo większymi możliwościami niż polscy konstruktorzy czy informatycy. – Od dawna współpracujemy z uczelniami z Francji, Niemiec i Hiszpanii. Dzięki pomocy kolegów z zagranicy cały czas się rozwijamy – mówi Roman Dębski, rzecznik prasowy Politechniki Koszalińskiej. Uczelnia, która kształci ponad 18 tysięcy studentów, korzysta z doświadczeń kolegów z Zachodu. Współpracą z naukowcami z Austrii, Brazylii, Chin, Wielkiej Brytanii, a nawet Japonii może pochwalić się Politechnika Łódzka, która kształci 20 tysięcy studentów i zatrudnia blisko 1600 nauczycieli akademickich prowadzących badania w różnych dziedzinach nauki i technologii. Uczelnia szczyci się jedynym w Polsce Centrum Diagnostyki i Terapii Laserowej. Laboratorium bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz laboratorium spektroskopii optycznej ciała stałego to z kolei duma Politechniki Radomskiej, która współpracuje z zagranicznymi ośrodkami naukowymi w USA, Portugalii, na Słowacji, w Hiszpanii i na Ukrainie. Wiele pomysłów nie zostałoby zrealizowanych, gdyby nie pomoc specjalistów z całego świata. – Współpraca jest konieczna, ponieważ dzisiaj nauka nie może być izolowana. Wspieramy wszelkie inicjatywy, które zwiększają potencjał i umiejętności badawcze – tłumaczy Dariusz Drewniak, dyrektor departamentu strategii i rozwoju nauki w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji. Drewniak przyznaje, że coraz częściej polscy naukowcy w kontaktach z kolegami z bogatych krajów są tylko podwykonawcami większych projektów.

Firma (nie) pomoże

Tempo rozwoju uczelni w całym kraju mogłyby zwiększyć międzynarodowe koncerny, które w ostatnich latach otworzyły duże fabryki w Polsce. Dysponują najnowocześniejszym zapleczem technicznym oraz doskonale wykształconą kadrą. Niestety, w wielu przypadkach firmy nie są zainteresowane ścisłą współpracą z uczelniami. Dlaczego? – Mają swoich specjalistów i technologie – mówi prof. Marian Dolipski, prorektor ds. nauki i współpracy z przemysłem Politechniki Śląskiej. – Nasza uczelnia dysponuje ogromnym potencjałem i paletą możliwości – podkreśla Dolipski. W aglomeracji śląskiej działa wiele zakładów przemysłowych, z którymi uczelnia współpracuje, ale są także firmy, które nie chcą wykorzystywać jej doświadczeń. Jednym z takich zakładów jest fabryka Opla w Gliwicach, która w tym roku wyprodukuje 140 tysięcy nowych aut. W gliwickiej fabryce jest zatrudnionych blisko 2 tysiące osób, ale niedługo ta liczba ma wzrosnąć o kolejny tysiąc. – Liczymy, że wtedy wreszcie coś się ruszy – mówią po cichu pracownicy PŚ. Z uczelniami technicznymi ściśle współpracują firmy z branży optycznej, motoryzacyjnej, budowlanej czy wojskowej. – Mamy dobry kontakt ze studentami, bo te osoby w przyszłości mogą być wartościowymi pracownikami – mówi Roman Strzelczyk, kierownik działu technicznego firmy Rettig Heating, producenta grzejników Purmo. – Staramy się wyławiać najlepszych i proponujemy im współpracę. Firma oprócz szkoleń oferuje dostęp do najnowocześniejszego sprzętu, pomoce dydaktyczne, a także wyjazdy szkoleniowe do fabryki w Rybniku. Podobną politykę prowadzi polski oddział międzynarodowego koncernu Danfoss A/S powstałego w Danii. Firma zajmuje się dostarczaniem nowoczesnych rozwiązań, m.in. dla chłodnictwa, ciepłownictwa oraz hydrauliki siłowej. Pracownicy Danfossu prowadzą wykłady i prelekcje dla studentów. Na uczelnie trafiają darmowe programy komputerowe oraz fachowe czasopisma. – Firmy między innymi w taki sposób starają się kompletować przyszłą kadrę – mówi Radosław Knap, koordynator projektów w Banku Danych o Inżynierach.

Kłopoty z pracą

Znalezienie stałej pracy to problem, z którym boryka się większość studentów kończących naukę. Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że pod koniec 2004 roku bezrobocie wśród osób legitymujących się wyższym wykształceniem oscylowało w granicach 7,7 procent. W samym województwie mazowieckim problem ten dotyczy blisko 20 tysięcy osób. W grupie bezrobotnych znajdują się również absolwenci uczelni technicznych. Specjaliści zajmujący się badaniem rynku szacują, że w kraju bez pracy jest około 3-4 procent inżynierów. Radosław Knap, koordynator projektów w Banku Danych o Inżynierach, przyznaje, że kandydaci często sami przyczyniają się do porażki. – Nie potrafią umiejętnie się „sprzedać” w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej z pracodawcą – mówi. – Inżynierom wciąż brakuje umiejętności prezentowania swoich dobrych stron. Mimo to atrakcyjnych ofert pracy nie brakuje. Widać wyraźny wzrost zapotrzebowania na specjalistów zajmujących się branżą motoryzacyjną, budownictwem czy informatyką. Na szybkie zatrudnienie mogą liczyć przede wszystkim programiści, administratorzy sieci, inżynierowie sprzedaży czy dyrektorzy produkcji. Coraz częściej o naszych inżynierów upominają się także firmy z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Skandynawii. Poważne trudności ze znalezieniem stałego zajęcia mają m.in. mechanicy, górnicy, inżynierowie środowiska oraz hutnictwa. Z danych urzędów pracy wynika, że najłatwiej pracę znaleźć w województwach: mazowieckim, wielkopolskim oraz małopolskim. Wciąż najtrudniejsza sytuacja panuje w województwach: warmińsko-mazurskim, podlaskim i świętokrzyskim.

Druga Japonia

Dolny Śląsk to jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów dla inwestorów – przekonują Japończycy, którzy w okolicach Wałbrzycha zainwestowali miliony euro. Produkcja elementów do łożysk, skrzyń biegów, pasów bezpieczeństwa czy silników daje zatrudnienie łącznie kilku tysiącom osób. To także doskonałe źródło do nauki i pracy dla ponad 1300 studentów Zamiejscowego Ośrodka Dydaktycznego Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu. Waldemar Szolc, dyrektor ds. administracyjno-technicznych uczelni, przyznaje, że część absolwentów znajduje pracę w zakładach Toyoty. – Wcześniej odbywają tam praktyki i nabierają doświadczenia – mówi Szolc. Kłopot w tym, że japoński koncern niezbyt chętnie wspiera samą uczelnię. – Dwa lata temu dostaliśmy propozycję współpracy, ale do spotkania nie doszło i teraz wszystko stoi w miejscu – wspomina Waldemar Szolc. Kierownictwo fabryki nie chce inwestować w uczelnię, ponieważ to sporo kosztuje. Japończycy mają swoich specjalistów, którzy przyjeżdżają z ich rodzinnego kraju. Podobnie sytuacja wygląda w Koszalinie i północnej części województwa zachodniopomorskiego. Tam co prawda nie inwestuje Toyota, ale działają firmy z kapitałem duńskim, szwedzkim czy niemieckim. Roman Dębski, rzecznik Politechniki Koszalińskiej, twierdzi, że do spotkań władz uczelni z ludźmi ze świata biznesu oraz polityki dochodzi często. – Rozmawiamy o możliwościach współpracy, ale są to raczej spotkania kurtuazyjne. Padają deklaracje, za którymi nie idą konkretne decyzje – mówi Dębski. Tak jak w Koszalinie czy Wałbrzychu jest w całym kraju. Rektorzy uczelni technicznych starają się zachęcać lokalne firmy do współpracy. Ale te nie zawsze chcą rozmawiać.

Centrum technologii

Jak zatem pozyskiwać zaawansowane technologie? Wyjściem z trudnej sytuacji może okazać się tworzone właśnie Śląskie Centrum Zaawansowanych Technologii – największe konsorcjum naukowo-przemysłowe w Polsce. W skład centrum weszły śląskie uczelnie, instytuty PAN, instytuty branżowe, jednostki badawczo-rozwojowe, parki technologiczne oraz przedsiębiorstwa produkcyjne. – W tej chwili bardzo aktywnie rozwijamy współpracę, ale już dziś mogę powiedzieć, że ta inicjatywa doprowadzi do rozwoju całego Śląska – deklaruje prof. Marian Dolipski. Podstawowym założeniem gigantycznego projektu jest skonsolidowanie sfery badawczo-rozwojowej z gospodarką w ramach sektorowego programu „Wzrost konkurencyjności gospodarki” na lata 2004-2006. Efektem działań ŚCZT ma być bezpośrednie wdrożenie zaawansowanych technologii, nowe miejsca pracy oraz większa konkurencyjność śląskich firm na rynku Unii Europejskiej. Z nową inicjatywą ogromne nadzieje wiążą studenci Politechniki Śląskiej. – Myślę, że to bardzo dobre rozwiązanie i pierwsza inicjatywa z takim rozmachem. Czegoś podobnego brakowało nie tylko w skali województwa śląskiego, ale całego kraju – mówi Piotr Lichograj, student Wydziału Mechanicznego i Technologicznego PŚ. W wyścigu o budowę nowoczesnego państwa mogą pomóc także nowe regulacje prawne. 5 lutego br. weszła w życie ustawa, która zobowiązuje rząd do systematycznego zwiększania funduszy na polską naukę. Urzędnicy Ministerstwa Nauki i Informatyzacji chcą, aby za kilka lat nakłady wzrosły do poziomu 3 procent PKB (dzisiaj jest to niecałe 0,6 procent). Nie wiadomo, czy tak się stanie, ponieważ w dokumencie brakuje jasno określonych terminów, w jakich nakłady powinny wzrosnąć.

Praca dla inżyniera

Inicjatywy takie jak na Śląsku są niezwykle cenne, zwłaszcza że od ponad dziewięciu miesięcy Polska jest członkiem UE. Na wspólnym rynku pracy coraz bardziej liczą się umiejętności praktyczne, a nie wiedza ogólna, którą studenci uczelni technicznych są wręcz bombardowani. – Pierwsze dwa lata nauki spędziłem na wkuwaniu matematyki, a nie tego spodziewałem się po wydziale informatycznym – mówi Grzegorz Sygacz, student Politechniki Lubelskiej. Specjaliści do spraw doradztwa personalnego przekonują, że sama wiedza teoretyczna nie wystarczy. Absolwenci politechniki powinni również posiadać umiejętności praktyczne. – Ludzie, którzy umiejętnie łączą teorię z praktyką, są poszukiwani przez pracodawców i mogą liczyć na atrakcyjne zatrudnienie – mówi Radosław Knap. W tym momencie tworzy się błędne koło: studenci nie mają wielu możliwości odbywania praktyk, a na uczelniach brakuje nowoczesnego sprzętu. Mimo trudnej sytua¬cji na rynku pracy branża inżynierska radzi sobie całkiem nieźle. – W Polsce swoje siedziby otwierają nowe firmy, które potrzebują pracowników – tłumaczy Radosław Knap. Szczególnie poszukiwani są informatycy, administratorzy baz danych czy menedżerowie wyższych szczebli z perfekcyjną znajomością języków obcych. Na brak zajęcia nie narzekają również ludzie związani z branżą budowlaną. Taka sytuacja wiąże się bezpośrednio z naszą akcesją do UE. Ruszyły programy pomocowe, które zakładają intensywną rozbudowę infrastruktury drogowej oraz technicznej w ciągu najbliższych lat. Piotr Wójcik, student Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej, przyznaje, że o dobrą posadę nie jest łatwo. – Dostanie się na praktykę do liczącej się firmy jest dużym sukcesem – mówi. W takiej sytuacji wielu ambitnych absolwentów decyduje się na pracę za granicą – w Irlandii, Wielkiej Brytanii czy Szwecji. Kraje, które zdecydowały się otworzyć swoje rynki pracy, chętnie przyjmują dobrze wykształconych Polaków. Młodzi ludzie mogą liczyć tam na lepsze warunki pracy, rozwoju zawodowego i przede wszystkim na wyższe zarobki niż w Polsce. Według ekspertów taka tendencja będzie się utrzymywała nadal i niewykluczone, że w przyszłości fala emigracji inżynierów przybierze na sile. – To czarny scenariusz, ale jeżeli sytuacja w kraju szybko się nie poprawi, grozi nam prawdziwa zapaść spowodowana brakiem wykwalifikowanych kadr – ostrzega dr Wiesław Bańkowski, który zajmuje się badaniem rynku pracy.

Krzysztof Zacharuk
www.studencka.pl